Napisane przez: Hanuś | 2012/06/21

Katharsis II w Kanadzie

Nasz krótki 250 milowy etap z Bar Harbor w Maine do Halifaxu upłynął nam przy zupełnie bezwietrznej pogodzie. Gdybyśmy zamiast w poniedziałek wypłynęli jeszcze w niedzielę, wówczas załapalibyśmy się na wiatr o sile ponad 20 węzłów wiejący idealnie w nos. Byłoby to męczące, gdyż nasza prędkość do celu nie byłaby zadawalająca, a łódka walczyłaby z kwadratowymi falami. Gdy mocny wiatr zmaga się z przeciwnym prądem (taka sytuacja miała miejsce), wówczas na powierzchni wytwarzają się nieregularne fale, które rzucają łódką w nieprzewidziany sposób. Cieszę się z podjętej przez Mariusz decyzji, gdyż byliśmy tylko w trójkę, a Mariusz z bardzo silnym przeziębieniem. Zamiast walczyć z falami, spokojnie popłynęliśmy przy dźwięku mruczącego silnika. W niedzielę zaliczylibyśmy mocno żeglarską przygodę, ale zupełnie niepotrzebnie męczącą łódkę i nas (sszczególnie kaszlącego jak gruźlik Mariusza).
Ale atrakcji nam nie brakowało. Jak już wspominał Mariusz alternator się rozleciał i trzeba było zanurkować do maszynowni i się tym zająć. To było moje kolejne nowe doświadczenie. Pierwszy raz rozkęcałam takie urządzenie! Chyba jakieś prawo Murphy‘ego tu działa. Jak tylko Tomek (który na wszystkim sie zna, wie gdzie co jest i jak co naprawić) wyjedzie, to Katharsis daje mi jakieś wyzwanie. W Newport na drugi dzień po wyjeździe Tomka do kraju wysiadła jedna z pomp prysznicowy. To jednak było proste zadanie, gdyż w Boże Narodzenie zmagałam sie z pompą od chłodzenia lodówek, więc wymiana tych urządzeń idzie mi już w miarę sprawnie. Tomcio wraca za dwa tygodnie, więc mam nadzieję, że przez ten czas Katharsis nie wymyśli dla mnie kolejnej misji…
Do Halifaxu dopłyneliśmy jeszcze przed 1700, więc zdążyliśmy zawiadomić celników i się odprawić. Mieliśmy trochę stresu jak to będzie w tej Kanadzie, gdyż są tu bardzo restrykcyjne przepisy odnośnie wwożonego alhoholu. U nas pod podłogami są niezłe zapasy – z pewnością przekraczające 1 litr na głowę. Winniczka kryje jeszcze różne smaczki z Argentyny, Chile i zapasy z Karaibów. Gdy kazano nam to wszystko podliczyć, to okazało sie, że jest tam aż 101 butelek. Pozytywnie nas zaskoczyła ta liczba – celników raczej zaszokowała… Ale wiadomo, że nie jest to zapas dla trzech osób na jeden wieczór, tylko dla około 8-osobowej załogi na kilka tygodni. Wówczas nie wygląda to już tak przerażająco. Przeliczyliśmy także mocniejsze trunki i wszysko (no prawie) zostało przez celników zaplombowane. Pierwszy raz spotkaliśmy się z taka procedurą! Ale lepsze to, niż gdyby trzeba zapłacić od wszystkiego cło…..
We wtorek wieczorem, bo akcji związanej z plombowaniem i odprawą, która zakończyła się po 2100 nie mieliśmy już sił na wypad do miasta. W środę Zbyszek wracał już do Toronto, a Mariusz leciał na dwa dni do Montrealu, więc postanowiliśmy wyskoczyć w drodze na lotnisko na spacer do cetrum. Szkoda byłoby, gdyby Zbyszek po przepłynięciu ponad 550 mil morskich nawet nie zahaczył o Downtown i jedyne jego wspomnienia z Halifaxu ograniczały się do mariny i lotniska.
Katharsis II zostanie w Halifanie najprawdopodobniej do przyszłego poniedziałku. Dzisiaj przylatuje Misio, który będzie brał udział w ekspedycji Northwest Passage 2012 i zostanie z nami aż do października. W piątek wraca Mariusz, a w niedzielę przylatuje na kilka dni jego córka Magda. Drogę na lotnisko z całą pewnością dobrze poznam. Lubię w nowym miejscu śmigać samochodem po okolicy, wtedy lepiej je poznaję, orientuję się w jego topografii.


Responses

  1. Hej Hanuś,
    jaka to książka kucharska? proszę udostępnić namiary bo smacznie się zapowiada 🙂 proszę odezwij się na e-mail bo wysłałam do ciebie 3 wiadomości i bez odzewu. Pozdrowienia dla załogi,

    • Michaeal S.Sanders „FRESH FROM MAINE. Recices and Stories from the State’s Best Chefs – świetna książka, od razu chce się coś upichcić!

  2. Hej,

    spotkaliśmy się jakis czas temu na St Lucii – bylem wtedy skipperem jachtu, który jako pierwszy ukończył ARC (zolte Volvo Open60 Aag.Big.One). Niecały rok pozniej zwiazalem sie z dziewczyna, ktora od zawsze marzyla o zeglowaniu w rejonach polarnych i zarazila mnie ta pasja. Przesiadlem sie z jachtow regatowych na ekspedycje i caly czas podazamy w tym kierunku. Czas nam mija miedzy daleka polnoca i poludniem, i wyglada na to, ze jeszcze daleko nam jest do nasycenia sie zeglowaniem w tamtych rejonach.

    Kilka dni temu przyjechalem do Newport i dowiedzialem sie, ze tu byliscie i planujecie NW Passage. Czy moglibyście się ze mną skontaktować?

    Pozdrawiam,
    Piotr


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: