Napisane przez: Mariusz | 2012/06/30

Louisbourg – pożegnanie z Nową Szkocją

Mariusz:

Po dziewieciu dniach pobytu w Halifaxie czas był najwyższy na opuszczenie przyjaznej królewskiej mariny – Royal Nova Scotia Yacht Squadron. Do St. John’s w Nowej Fundlandii mamy około 550 mil morskich. Niby niedużo, ale jeszcze chcielibyśmy stanąć w kilku miejscach, o ile pogoda pozwoli. Nasz deadline na przypłynięcie do St. John“s to środa, gdyż w czwartek Madzia wraca do kraju, a przylatuje reszta naszej załogi na wyprawę.
Tuż przed stawianiem żagli włączył się alarm. Nie od razu było wiadomo co jest przyczyną. Czyżby wyciek gazu albo popsuta czujka? Okazało się, że skoczyło nam ciśnienie oleju w silniku. Wiała silna bryza, świeciło słońce, więc postanowiłem zająć się problemem przy pierwszym postoju. Zaplanowaliśmy go w Louisbourgu na południowym brzegu Cape Breton.
Początek żeglugi był fantastyczny. Na logu prędkość nie schodziła poniżej 10 węzłów. Jednak pod wieczór wiatr nie tylko nieco siadł, ale i odkręcił do południowo-zachodniego, tak więc prędkość spadła, a żaglami zaczęło trzepać. Nic w takich warunkach nie da się zrobić. A w naszej sytuacji odpadało zrzucenie żagli i wsparcie się silnikiem. Silnik został nam na delikatne manewry. Na szczęście ta sytuacja wiatrowa nie trwała zbyt długo. Wywiało nas wprawdzie w ocean, ale od piątkowego rana dzielnie wracaliśmy w kierunku Cape Breton i przy silnym wietrze wiejącym około 25 węzłów wjechaliśmy na żaglach do portu Louisbourgu.
Rzuciliśmy kotwicę na środku zatoki. Byliśmy tu jedynym jachtem. Szybki rekonesans na lądzie nie przyniósł sukcesu w temacie znalezienia jakiegokolwiek mechanika. Niestety najbliższa niedziela to narodowe święto Kanady, długi weekend z wolnym poniedziałkiem i jedyny mechanik mieszkający w Sydney zdążył skutecznie się gdzieś zaszyć. Doszedłem do wniosku, konsultując się jeszcze z Tomkiem w kraju, że najbardziej prawdopodobną przyczyną podwyższonego ciśnienia jest zawieszenie się zaworu regulującego ciśnienie oleju. Jeszcze na morzu próbowaliśmy odświerzyć olej w silniku, ale nic to nie pomogło. A nieszczęsny zawór znajduje się w misie olejowej i dostęp do niego jest tragiczny. Mam obawę, że nawet gdyby udało nam się odkręcić i kontrolowanie spuścić misę do zęzy to w polowych warunkach możemy mieć problemy ze złożeniem wszystkiego z powrotem, a zawór może być trwale uszkodzony i utkniemy tu na wiele dni.
Postanowiliśmy poprawić sobie humory i odwiedzić twierdzę w miasteczku. Louisbourgu był po oddaniu kontroli nad Nową Funlandią i Acadią największym francuskim portem na atlantyckim wybrzeżu w XVIII wieku. Portu strzegła forteca, która została dwukrotnie sforsowana przez anglików. Doskonale była ufortyfikowana od strony morza, ale od strony lądu niemal bezbronna (podobnie jak słynna francuska linia Maginota podczas II WŚ). W latach sześciesiątych została częściowo zrekonstruowana. Był to największy taki projekt w Ameryce Północnej. Na jej zwiedzenie potrzeba z pół dnia, nam wystarczyć musiała godzina. Ale i tak sprawiliśmy sobie przyjemność, zwłaszcza długim i intensywnym spacerem do niej.
Dzisiejszy Louisbourgu najeżdżany jest w wakacje przez turystów. Wszyscy dookoła narzekają na pogodę i opóźnione lato. Rzeczywiście turystów tu jak na lekarstwo, w parku dla camperów, w pobliżu którego rzuciliśmy kotwicę, zaledwie trzy samochody. Główne zajęcie ludności to rybołóstwo. Podobnie jak w Maine łowi się tu homary. Tylko klatki, które się tu stosuje są inne. Przypominają te stare, jeszcze z czasów XIX-wiecznych. W porcie stoi kilkanaście kutrów wyraźnie w nastroju świątecznym.
Sobotnia noc przyniosła burzę, a poranek gęstą mgłę. Takie to już niestety jest to wybrzeże. Kapryśna to pogoda, często zmieniająca się. Awaria silnika wymusiła modyfikację planów. Nici z zatrzymania się na St. Pierre, wyspy należącej do Francji. Miałem nadzieję na uzupełnienie naszych zapasów o smaczki w postaci pasztetów. Musielibyśmy tam spędzić poniedziałek, by skorzystać z otwartych sklepów. Na razie jednak prognoza na wtorek nie zachęca do płynięcia na żaglach. Będziemy musieli najprawdopodobniej gnać do St. John’s, by uniknąć najpierw ciszy a po niej kolejnego frontu.


Responses

  1. Cześć, dobrze byłoby mieć manometr, trójnik i wpiąć się w obieg zasilania oleju, Jeśli ciśnienie w obwodzie jest w normie (patrz wskazania producenta) to nie ma padaki, ale jeśli spada to Różowy ma świętą rację. W tych zaworach jest taki bolczyk, który staje okoniem i sprężyna nie jest w stanie go popchnąć. trzeba wymienić ten zawór, a to rzeczywiście od dołu, tj. od miski trzeba się zabrać. Szkoda że Wam się mechanika pierniczy. Wszystkiego dobrego.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: