Napisane przez: Hanuś | 2012/09/24

Plaże Wyspy Vancouver

Do północnych krańców Wyspy Vancouver dopłynęliśmy w sobotę o godzinie 1300. Nad ranem chmury i mgła rozwiały się. Delikatna bryza pozwoliła nam kilka ostatnich godzin popłynać na żaglach. Warkot silnika zastąpił delitatny szum wody i dźwięk kadłuba muskającego wodę. Po piątkowej szarówce nie było śladu i kotwicę przy Cape Scott rzucaliśmy już w pięknym słońcu. Słońce nie jest tu częstym gościem, średnio odnotowywanych jest tutaj 250 dni deszczowych. Raptem kilkanaście godzin płynięcia, a znaleźliśmy się w zupełnie innej krainie. Dramatycznie wyrastające z wody ponad 1500-metrowe góry zastąpiła równina łagodnie schodząca do oceanu i tworząca przy jej brzegu plażę ze złotym piaskiem. Stanęliśmy w Zatoce Experiment Bight przy Cape Scott, który jest północno-zachodnim krańcem Wyspy Vancouver. Cypel połączony jest z wyspą wąskim, zaledwie 250-metrowym pasem porośniętym wysokimi trawam. Od strony północno-wschodniej znajduje się Zatoka Experiment, a południowo-zachodniej Guise. Postanowiliśmy zwiedzić plaże obu zatok. Na piasku widzieliśmy ślady niedźwiadków, a w gęstych trawach wygniecione legowiska tych czworonogów. Ale najwyraźniej nasza obecność je spłoszyła, gdyż żadego nie spotkaliśmy. Ale nie misie były celem naszej wyprawy na ląd, tylko spacer po plaży. Cudownie było przejść się brzegiem oceanu. Fiordy i otaczające je góry, które podziwialiśmy przez ostatnich kilka dni były przepiękne, jednak gdy usiadłam przy wydmie, spojrzałam na morze i wsłuchiwałam się w szum fal stwierdziłam, że to jest to!!! Na plaży unosił się zapach mokrego piasku, wodorostów i innych roślin, tak bardzo przypominający mi ten znad Bałtyku. Widoki, zapachy i dźwięki były niezwykle kojące. Cudownie było relaksować się na plaży, jednak żołądki przypominały nam, że ostatnim posiłkiem było wczesne śniadanie, a zrobiło się popołudnie. Panów tym bardzej ciągnęło na łódkę, że na obiad mieliśmy przygotować pieczoną polędwicę wołową z sosem grzybowym i młodymi ziemniaczkami. Nie ma chyba takiej ilości mięsiwa, której by to grono nie przejadło. Warzywa, ryby i inne owoce morza przyjmowane są na stole z aplausem, ale dopiero kawał wołowiny na talerzu wywołuje błogi uśmiech i prawdziwą radość. Mina Tomka patrzącego na steka, to jedna z tych rzeczy, „za którą nie zapłacisz kartą MasterCard“.
Przez najbliże dni płynać będziemy cieśninami pomiędzy Wyspą Vancouver i lądem. Musimy liczyć sie tu z bardzo silnymi prądami, nawet do 12 węzłów. Dlatego Mariusz dokładnie analizuje tabele pływów i dostosowauje nasze przeloty do sytuacji prądowej. Aby załapać się na ten nam sprzyjający wypływaliśmy z Experiment Bright o północy. Na nocnej wachcie chłopacy wynegocjowali z Mariuszem postój przy cywilizowanym miejscu, czyli takim, gdzie można uzupełnić zapasy papierosów. Już od jakiegoś czasu bazowali na skrętach z tytoniu, a i ten miał sie wkrótce skończyć. Stanęliśmy przy Alert Bay. Mariusz wyczytał w przewodniku, iż jest to osada na Wyspie Cormorant, gdzie znaczną część społeczności stanowią rdzenni mieszkańcy Kanady z plemienia Namgis. Tutaj znajduje się najwyższy na świecie totem, a na cmentarzu w centrum wioski jest się ich kilkanaście. Wyprawa po odnowienie zapasów tytoniowych, jak się okazało była połączona z bardzo ciekawą wycieczką. Dodatkową atrakcją były dla mnie ogromne krzaki jeżyn rosnące wzdłuż chodników. Natrafiliśmy na całe zagajniki wolnorosnące. Chyba nikt tych owoców tu nie zbiera, gdyż gałęzie aż uginały się od dojrzałych czarnych jeżyn. Po czterogodzinnym postoju ruszyliśmy Cieśniną Johnstone na południowy-wschód. W drodze na następne kotwicowisko, na które Mariusz wybrał zatokę przy niewielkiej Wyspie Helmcken spotkaliśmy stado orek. A na lądzie Tomek wypatrzył czarnego niedźwiedzia. Pognaliśmy w jego stronę, jednak byliśmy dość daleko i zanim dopłynęliśmy na odległóść pozwalającą zrobić wyraźne zdjęcie, miś schował się do lasu. Kubie udało się z daleka uchwycić jego zarys. Zakończeniem suksesów z oglądaniem zwierzyny było spotkanie na skałkach przy Helmcken wylegujących się lwów morskich.
Jest poniedziałek 24 września 2012 roku, godzina 1400 (UTC-7), nasza pozycja: N 49 st. 57 min., W 125 st. 03 min., kurs rzeczywisty 110 st., prędkość ponad 8 węzłów. Planujemy przenocować dzisiaj przy Harmony Island w Hotham Sound, by jutro z samego rana ruszyć do Princess Luisa Inlet, gdzie wąski fiord otaczają góry o wysokości ponad 2500 metrów. Oby pogoda dopisała tak jak dzisiaj – słońce i rewelacyjna widoczność.


Responses

  1. Hej, napisalas na blogu, ze jest 24 października, a jest wrzesień, wnikliwy czytelinik czajczon zauważył. Zaraz pisze drugiego maila

    Agata Czajka

    Dnia 25-09-2012 o godz. 01:53 Niesprzedawajcieswychmarzen’s Blog napisał(a):

    > >

    • już poprawione – dziękuję! myśli biegną do przodu


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: