Napisane przez: Hanuś | 2012/10/02

Vancouver

Nasz pobyt w Vancouver upłynął szybko i przyjemnie. Pomimo, że miasto to ma sławę deszczowego, nas ugościło słońcem. Raz tylko przelotnie padało. Postój w marinie w samym centrum miasta pozwolił nam poczuć klimat tej metropolii bez większych wypraw poza łódkę. Z kokpitu widzieliśmy drapacze chmur, którymi wysłane jest cetrum oraz zabudowania po drugiej stronie zatoki rozciągające się na wzniesieniach, a za nimi góry otaczające Vancouver. Tak jak wcześniej zauroczyła mnie Kolumbia Brytyjska, to Vancouver jeszcze to uczucie pogłębiło. W centrum dominują wielkie budowle, jak z resztą w większości dużych miast, jednak jest tu dużo zieleni i parków, nie wspominając o zatoce nad którą Downtown się rozciąga. Samo cetrum nie zamiera na szczęście w godzinach wieczornych, gdyż biurowce przeplatają się z budynkami mieszkalnymi, dzięki czemu o każdej porze dnia miejsce to tętni życiem. Panowie w garniturach i panie w garsonkach z laptopami przeplatają się z przechodniami, który zmierzają do sklepu w pobliżu domu lub wyprowadzają swojego pupila na spacer. Okolic nie zwiedzaliśmy, ale jestem przekonana, że są tu osiedla z malowniczymi domkami, pomiędzy którymi każdy ma kawałek swojego ogródka. Myślę, że jest to interesujące miejsce do życia dla tych, którzy lubią aktywnie spędzać czas. Piękne i urozmaicone akweny do żeglugi są na wyciągnięcie ręki, jak również stoki narciarskie i miejsca do wędrówek. A atmosfery i uroków dużego miasta można zażyć.
W Vanouver nie zabrakło miłych spotkań. Któregoś popołudnia odwiedzili nas dwaj mieszkający tu członkowie załogi Nektota – Daniel i Wiesiek. W 2006 roku Nekton (w składzie: Tadeusz, Gerard, Wiesław, Łukasz Natankowie, Daniel Nogaś, Kazimierz Maucy i Anna Cieślicka) pokonali Przejście Północno – Zachodnie. Wspólnie wspominaliśmy Arktykę.
Wiesiek z Danielem od razu zaproponowali nam pomoc w zorganizowaniu się w Vancouver. Pomogli nam uzupełnić gaz do gotowania (jako, że nie dało się napełnić naszych butli dostaliśmy od nich kanadyjską i teraz gotując w morzu będziemy za każdym razem ich wspomnać). Daniel zabrał nas do sklepu, gdize mogliśmy uzupełnić zapasy świeżynki. Od żony Wieśka Ewy dostaliśmy słoik ogórków kiszonych domowej roboty oraz makowca. Podarowaną nam kiełbasę i polski chleb skosztowaliśmy prawie od ręki. Nie zabrakło też lokalnych akcentów, czyli wysmienitego łososia wędzonego.
Polska bandera pod salingiem przyciągnęła też innych żeglarzy – Zenka oraz Witka i jego żonę Larisę, którzy swoim jachtem pływają po Kolumbii Brytyjskiej.
Pobyt w Vancouver dobiegł końca i w niedzielę po śniadaniu popłynelismy w kierunku Vancouver Island. W poniedziałek wysadziliśmy Wojtka, który do czwartku zwiedzać będzie wyspę, a my obieramy kurs na południe. Płyniemy do San Diego, gdzie zaplanowany jest przegląd łódki i wymiana uszkodzonego bomu. Początkowo Mariusz planował kilkunastodniowy postój Katharsis w San Francisco, a następnie przenosiny na remont do San Diego. Jednak odbywające się w tym czsie w San Francisco regaty w ramach America Cap zdominowały to miejsce i nie można było liczyć na wolne miejsce w marinie, dlatego ciągniemy od razu do San Diego. Wczoraj zaskoczył nas zachodni wiatr. Według prognozy pogody ściągniętej przed wypłynięciem nie miało być wcale wiatru w kanałach. Dopiero po wyjściu na ocean mieliśmy mieć silny (powyżej 30 węzłów) wiatr północno-wschodni. Tymczasem wiatr zachodni w nos o sile powyżej 30 węzłów utrudniał nam wypłynięcie poza Vancouver Island. Szybko ściągnięta przez satelitarny Internet prognoza pokazała wiatr w Cieśninie Juan de Fuca do 45 węzłów przez najbliższą noc. Zmaganie się z tak silnym wiatrem w dziób i falą nie miało sensu, dlatego przeczekaliśmy noc w zatoce przy południowym brzegu wyspy. O 0700 rano, kiedy niekorzystny wiatr ucichł ruszyliśmy w dalszą drogę.
Jest wtorek 2 października 2012 roku, godzina 1200 (UTC-8), nasza pozycja: N 48 st. 26 min., W 124 st. 20 min.


Responses

  1. I’ve been trying to contact you to arrange a visit but no reply to @contact nor 881631425418 so if you see this blog comment advise best way, Smooth seas, Doug Sorry to see you have sailed from Vancouver so soon.

  2. Szkoda, ze regaty w San Francisco pokrzyzowały Wasze plany i zmuszeni zostaliście do ominiecia tego miejsca. A może w San Diego będzie jeszcze ciekawiej ?
    Pozdrawiam

  3. no tak i zrobiło się cywilizacyjnie 😦

  4. Swietne zdjecia Hanus !
    !


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: